Posty

1

Wielokrotnie zastanawiałem się jak należałoby rozpocząć dzieło literackie. Z nie do końca jasnej dla mnie intuicji wynikało całkiem klarowne przekonanie, że początek nie może być banalny. Pierwsze słowa powinny być dla czytelnika jak dobra przynęta dla ryby. Złapać go i nie puścić aż do ostatniej strony. Są oczywiście czytelnicy wytrwali, niepoddający się po pierwszych trudach niezbyt atrakcyjnej lektury. Nie sądzę jednak by większość ludzkości dysponowała podobną determinacją. Żeby uciec od banału postanowiłem zacząć od krótkiej historii, która wywarła na mnie wiele lat temu niezatarte po dziś dzień wrażenie.

Będąc uczniem liceum jak wszyscy chłopcy z mojej klasy uczestniczyłem w lekcjach religii. Nie był to czas, w którym nawet niezbyt dobrze ułożeni (klasa była techniczna i na dodatek pozbawiona dziewcząt) i nie do końca światli młodzi mężczyźni zastanawiali by się nad sensem uczęszczania na lekcje religii. Traktowali to jak smutną konieczność nie różniącą się wiele od matematyki,…